środa, 5 listopada 2014

Woolfriends - zapraszam na candy na mojej nowej stronie!

http://pl.woolfriends.com/


Witajcie!
Osoby, które od dłuższego czasu są ze mną na blogu, wiedzą, że ten blog się zmieniał. Najpierw miało być o domu, ale nic z tego nie wyszło, potem była masa solna, a potem... coś, co stało się moją prawdziwą pasją, dla której wstaję o 4 rano, czyli szydełkowanie zabawek.
Marzyło mi się, żeby mieć stronę poświęconą tylko tej włóczkowej pasji, na której będę umieszczać tutoriale (od podstaw po zaawansowane techniki związane np. z wyszywaniem oczu czy odpowiedzi na pytania dotyczące projektowania nowych zabawek), wzory, moje prace w toku i przez którą będziemy się nawzajem inspirować w naszej pracy.

Jestem bardzo szczęśliwa i trochę zawstydzona.... i tym bardziej gorąco Was zapraszam na mój nowy blog! Długo to trwało, dużo dłużej niż myślałam, sporo tam jeszcze trzeba się napracować, ale ... już nie mogę dłużej czekać, żeby Wam pokazać, nad czym tak ślęczałam przez ostatni czas :)

Znajdziecie to tutaj: pl.woolfriends.com


Czeka tam na Was candy z moim misiem i strona o mnie :) ... no i moja obietnica, że posty już się piszą, zdjęcia się robią, a co najważniejsze - zabawki się szydełkują, żeby zapełnić stronę ciekawymi treściami związanymi z szydełkowaniem zabawek i akcesoriów dla dzieci.

Wiem, że to skromny początek, ale już się nie mogłam doczekać, żeby Was zaprosić, moja kochana blogowa grupo wsparcia :))). Czekam tam na Wasze zapisy na Candy! Do zobaczenia!

Ps. Myślę, że Dom za końcem świata pozostanie moim domem rodzinnym. Jeszcze nie wiem, w którą stronę się zmieni i kiedy, ale nie zamierzam opuszczać go na zawsze ;)).

środa, 8 października 2014

Właśnie mijają cztery lata

Nie mogę w to uwierzyć. Właśnie mijają cztery lata, odkąd napisałam pierwsze zdanie na tym blogu. Co roku w moje urodziny, o 23:59 świętuję małą rocznicę. Ale w tym szykuję dla Was specjalną niespodziankę. Miejcie oczy otwarte :).
Monika

środa, 3 września 2014

Ile czasu zajmuje zrobienie szydełkowej lali?

Zaraz po pytaniu "Czym wypchać zabawki" jest to drugie najbardziej popularne pytanie, które dostaję. Odpowiedź na nie nie jest prosta, bo nie mam możliwości usiąść nad lalą i pracować nad nią tak długo, aż skończę. Gdybym miała taką możliwość, tzn. gdybym mogła usiąść i robić, aż skończę... jedną lalę robiłabym pewnie ok. 2-3 dni. Gdyby wszystko szło gładko...

Zazwyczaj nie mam jednak takiej możliwości i szydełkuję zabawkę kawałek po kawałku.
W samochodzie (jako pasażer... ewentualnie jako kierowca, kiedy czekam na przejeździe kolejowym...cóż, szydełko zawsze warto mieć pod ręką, nigdy nie wiadomo, kiedy nastąpi ta miła chwila relaksu...), rano przed pracą, kiedy Gabi się kąpie...

Tę lalę robiłam na rekolekcjach, podczas których codziennie jeździliśmy w inne miejsce, więc ciałko w większości robiłam w trasie. Czasami też, kiedy Gabi zasnęła, a nie chcieliśmy jej budzić, zostawałam z nią i motałam, dopóki się nie obudziła.

Po powrocie z rekolekcji dokończyłam ciało lali, zrobiłam włosy, 5 razy przyszyłam i odprułam głowę (gwoli ścisłości: odprułam cztery razy), a potem zrobiłam... dwie sukienki. 

Tę lalę robiłam więc grubo ponad miesiąc!

Na jej (moje) usprawiedliwienie warto jednak dodać, że robiłam ją pierwszy raz, a w międzyczasie spisywałam też wzór. Mam nadzieję, że kolejna pójdzie szybciej, choć... kto wie, ile razy coś jej odpruję i ile sukienek zrobię, zanim naprawdę będzie mi się podobać... no, nic nie poradzę na ten durny głos, który szepcze: "O nie, moja droga, tak jej nie zostawisz!" Myślę, że przesadzam i mam nadzieję, że któregoś dnia nabiorę rozsądku w tej kwestii ;). A jak Wy robicie swoje zabawki (lub inne projekty)? Siedzicie do późnych godzin nocnych, robicie etapami? Czy potraficie obliczyć, w jakim czasie powstaje określona zabawka? Bardzo mnie to ciekawi!

Zdjęcia przedstawiają lalę "w plenerze"... i powstały na fali poszukiwania inspiracji kolorystycznych w ramach udziału w kursie fotograficznym "Shoot it!" na Craftsy.com, o którym opowiem więcej w jednym z kolejnych postów. Niestety dzień był pochmurny i w czasie robienia tych kilku zdjęć 3 razy zaczynał padać deszcz, więc się poddałam...









czwartek, 28 sierpnia 2014

Jak wyszyć mordkę misiowi? Nosek i oczy - krok po kroku.


Wyszywanie twarzy lub mordek zabawkom może być ulubioną lub najbardziej znienawidzoną czynnością. W moim przypadku emocje te występują naprzemiennie. Czasem pruję bez opamiętania, innym razem pierwsze podejście okazuje się być strzałem w dziesiątkę.

Pokażę Wam, w jaki sposób wyszywam mordkę misia z mojego wzoru.

NOS
Próbowałam różnych sposobów na wyszywanie nosa i zdecydowałam, że najłatwiej się wyszywa nosek poziomymi liniami nitki. Kilka poziomych, równo i ciasno ułożonych  obok siebie linii nitki tworzy nam kształtny nosek.

1. Nawlekamy igłę włóczką lub nitką i wkłuwamy tam, gdzie nosek ma swój najbardziej krańcowy punkt u góry z prawej strony, a wyciągamy ją po przeciwległej stronie.


 2. Teraz wracamy igłą do prawej strony, "rysując" nitką górną linię nosa. Mocujemy nitkę na tyle ciasno, żeby nosek był ładnie naprężony (później się już tego nie da poprawić), ale żeby nic się nie marszczyło.


3. Teraz kolejne linie:


5. Kiedy nos ma już odpowiedni kształt, po ostatniej "linii" noska wkłuwamy igłę tak jak dotąd z prawej strony i wyjmujemy na dole mordki, żeby narysować pionową linię podkreślającą kształt mordki:


 
OCZY
Największą trudnością jest tu ustalenie, gdzie mają być. Szeroko rozstawione oczy dadzą zupełnie inny efekt niż oczka położone blisko siebie. Warto trochę poeksperymentować, żeby zobaczyć, który układ będzie najlepiej odzwierciedlał nasz styl.




Brwi najpierw sobie można przymierzyć, kładąc kawałki nitki i sprawdzając, z jakim wyrazem pyszczka miś będzie wyglądał najlepiej:

Po ich wykonaniu należy zabezpieczyć nitkę od spodu - jeżeli głowa jest jeszcze niewypchana, to należy przeszyć nią kilka szwów zabezpieczających, przeciąć i zawiązać końce.

Jeżeli głowa jest już wypchana, należy po wykonaniu brwi wkłuć igłę w główkę misia, wyjąć z tyłu głowy, ponownie wkłuć w to samo miejsce, wyjąć igłę np. z boku, ponownie wkłuć w to samo miejsce - tak, żeby nitka mogła się trochę poplątać od spodu w wypełnieniu, co nam ją ładnie zablokuje. Trzeba przy tym uważać, żeby nie naprężyć przesadnie tej nitki - żeby wyraz pyszczka misia się nie zmienił.

sobota, 23 sierpnia 2014

Lala

Bardzo Wam dziękuję za zainteresowanie wzorem na misia. Za wszystkie komentarze i maile, mam nadzieję, że nowe misie powstają i niedługo będę Wam mogła pokazać zdjęcia.

Największe podziękowania należą się Asi, która od razu zabrała się do pracy i bardzo szybko jej miś był gotowy. A potem kolejny!  A teraz Asia napisała, że robi już trzeciego i czwartego. To się nazywa rozpęd, podziwiam!
Koniecznie zobaczcie te słodziaki na jej blogu home and pretty.

Ja mam Wam do pokazania lalkę, którą zrobiłam dla kuzynki Gabi, Emilki. Ma ok 40 cm wysokości, zdejmowaną sukienkę (zapinaną z tyłu na brązowe guziki) i zdejmowane buty.

Buty, jak należało się spodziewać, były hitem dla Gabi, która ciągle porywała lalę i w pierwszym ruchu już ją ich pozbawiała. Typowe dla mojej dwulatki, która kocha buty odkąd tylko dowiedziała się, co to jest.


W przeciwieństwie do mojej pierwszej dużej lali, ta ma włóczkowe włosy, ponieważ są one dużo bezpieczniejsze dla dzieci.  Mam wrażenie, że wełna czesankowa co prawda wygląda bardzo ładnie, ale nadaje się tylko do posadzenia lali na półce i podziwiania, ewentualnie pogłaskania od czasu do czasu. A ja bym chciała, żeby moje lalki były też przyjaciółkami do zabawy.


Gabi zamówiła już sobie kolejną lalę. Mam nadzieję, że jak będę ją robić, uda mi się spisać do końca wzór. (Choć nie zacznę jej robić dopóki nie skończę podkładek pod kubki i czterech innych małych lalek.) Chciałabym, żeby był dostępny dla większej liczby osób. Zresztą, ja w ogóle mam taki marzenie, żeby pokazywać innym, jak samodzielnie zrobić coś dla swoich dzieci. To tyle frajdy, a przy tym mamy gwarancję, że nasze dziecko ma taką zabawkę, jaką chce(my), a nie taką, jaka akurat zjechała z taśmy...

piątek, 25 lipca 2014

Dzisiaj po raz pierwszy w życiu usłyszałam: JA CIE 'OCHAM, MA-MO.

Dla tych wszystkich, którzy już to znają i tych, którzy mają przed sobą, ślę moje dobre myśli i film.
Dobrej nocy!


czwartek, 26 czerwca 2014

i kto by pomyślał...

I kto by pomyślał, patrząc na zdjęcie z poprzedniego posta, że wyjdzie z niego całkiem miły niedźwiadek?
Ja bym nie pomyślała. Tym bardziej ucieszyło mnie, że zgłosiły się osoby do testowania wzoru. Dziewczyny, jesteście wielkie! Proszę, jeżeli możecie, napiszcie mi maila, żebym miała na Was namiary. Wyślę Wam wzór tak szybko, jak będzie gotowy (niestety w sobotę wyjeżdżam na dwa tygodnie tam, gdzie internet nie sięga, ale po powrocie postaram się szybko dokończyć i wysłać). Dobrego dnia i miłego piątku!

edit: dziękuję dziewczynom, które się zgodziły testować wzór na misia. Dziękuję Marcie Dzwonkowskiej, Ani, Ani z Aninkowa, Kobiecie Orkiestrze, Anicie i Emily. Nabór uważam za zamknięty ;)).





piątek, 13 czerwca 2014

Piątkowe prace w toku: miś


Pora wrócić do postów piątkowych!
Nad czym teraz pracuję, kiedy tylko uda mi się dorwać do szydełka? Nad misiami, dokładnie nad wzorem na misia, według którego szydełkuję egzemplarze testowe. Czy ktoś byłby chętny przetestować ten wzór w najbliższej przyszłości? Możecie się wstrzymać z odpowiedzią, aż zobaczycie gotową zabawkę!

sobota, 7 czerwca 2014

Sowy

Dawno nie pisałam Wam o Gabi. A ona rośnie i rośnie. Od pewnego czasu w jej świadomości gości wirtualna dzidzia (Twór wirtualny, tajemnicze młodsze dziecko, z którym np. można się czymś podzielić. Lub dla którego odkładamy za małe ubranka. Kiedy wymieniamy zawartość szafy (średnio co trzy tygodnie), Gabi dyryguje: To dzidzi, [tamto dla] dzidzi!

Kiedy pokazałam Gabi sówki, powiedziałam jej, że będą dla dzidzi. Od razu się zgodziła: "Dla dzidzi!".

Pomyślałam sobie: "Nie do wiary! Kiedy zmieniła się w taką dojrzałą dziewczynkę?!"

Po czym zmieniła zdanie:
Nie dla dzidzi, DLA GABI!
 
***
Bardzo się cieszę, że tyle osób zrobiło sówki z mojego kursu.

Jeżeli jesteście ciekawe, zajrzyjcie do naszej grupy na Ravelry (klik).

Możecie też zajrzeć do Ani z Aninkowa, która - choć jej głównym hobby jest szycie - od czasu kursu tak się rozmachała z szydełkiem, że nie może przestać! Co chwilę widzę u niej kolejną sówkę, czapkę, a nawet angrybirdsy... chylę czoła, bo nie mam pojęcia, jak nabrała takiego tempa przy dwójce dzieci... W każdym razie jest to dla mnie bardzo inspirujące!

A tu mój zestaw sówek, które czekają na nowe domki, o czym Gabi już wie i często wspomina: "Hu, hu... dla dzidzi!"






czwartek, 29 maja 2014

mały końback



Spojrzałam na kalendarz i oniemiałam (który to już raz w tym roku?)... żadnego posta w maju!

Przepraszam wszystkich, którzy tu zaglądali w czasie mojej nieobecności. Naprawdę mi przykro ze względu na Was! I dziękuję, że zaglądaliście! Człowiek patrzy w statystyki i od razu wie, że co by nie było, trzeba szybko wracać! Kto do mnie zagląda z Niemiec i ze Stanów? Ostatnio z tych dwóch rejonów był wzmożony ruch :).

Zwaliło nam się na głowę trochę obowiązków, które musiały zostać spełnione, zanim wrócę do blogowania i... po tym wszystkim czuję się trochę jak ten koń...
Zwieszam łeb w ramach przeprosin i na dziś odczłapuję. Ale wrócę!

Łeb zwieszony czy nie, jest wciąż pełen pomysłów!

Jeżeli Wy też macie pomysły na to, o czym chcecie czytać, napiszcie w komentarzu!



środa, 30 kwietnia 2014

Szydełkowy konik z przyjacielem




I znowu wyszło, że się obijam, mimo mojej ciężkiej pracy ;).

Nareszcie mogę Wam pokazać konika. Jak wiecie, robiłam go naprawdę długo. Jak to ja: robiłam i prułam. Podobno jestem niepoprawną perfekcjonistką w tym względzie. Ostatnio pewnemu misiowi, już po akceptacji zdjęć, tuż przed wysyłką, odprułam nogi i zrobiłam nowe. Może powinnam popracować nad sobą, ale na ten moment sprawa wygląda tak: pruję tak długo, aż nie osiągnę efektu, z którego byłabym zadowolona.

Podobnie jak w pierwszym koniku, naszyłam mu filcową łatkę wokół oka. Bardzo mi się podoba ten efekt. Mam zamiar poeksperymentować też z łączeniem materiałów i włóczki. Czy Wy też tak macie, że jak widzicie ładny materiał, to od razu macie na twarzy uśmiech? Nie obraziłabym się, gdyby moje zabawki wywoływały podobny efekt.

I na koniec dodam jeszcze, że podobnie jak poprzednia zabawka dla Stasia (żyrafka), konik wzbudził entuzjazm Gabi. Do tego stopnia, że nie chciała go wypuścić z łapek i płakała, kiedy jej go zabrałam. Chyba lada moment będę musiała robić wszystkie zabawki w podwójnych egzemplarzach. Albo przerzucę się na taśmową produkcję, jak to zrobiłam z sówkami... które ostatnio masowo wprowadzają się pod nasz dach.

piątek, 11 kwietnia 2014

Jak pozszywać sówkę i wszyć tasiemki


Witajcie, to już ostatni wpis z sówką w takiej rozlazłej formie. Od tej pory nasze sówki powinny już przybierać właściwe kształty. I pisząc to, wiem, o czym mówię, bo moje niespełna dwuletnie dziecko mówi już na tę szmatkę "Hu hu". 

W tym poście:
  • Pokażę, jak zszyć skrzydełko i jak je przyszyć do ciałka.
  • Pokażę, jak przyszyć oczy
  • Pokażę, jak opcjonalnie wykończyć górę sówki słupkami
  • Podpowiem, jak przygotować tasiemki i jak je przyszyć.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Co zrobić, kiedy nie chce nam wyjść zabawka ze wzoru?


W tym miejscu miał się pojawić wpis dotyczący zszywania sówki, ale rozmawiałam i pisałam ostatnio z dwiema osobami, które robią sówkę i zauważyły, że coś idzie nie tak, więc postanowiłam na to odpowiedzieć. Może ktoś z Was też się zastanawia:

Co zrobić, kiedy nie idzie nam tak ładnie jak na zdjęciu lub odkryjemy, że 10 rzędów temu popełniłyśmy błąd. Pruć czy nie pruć?

Mamy kilka opcji:
  • Możemy spróbować zrobić coś innego na bazie tego, co zrobiłyśmy. Jeżeli mamy wprawę w szydełkowaniu, a błąd nie jest bardzo poważny, można przerobić wzór na swoje potrzeby. Czyli na przykład, jeżeli okazało się, że zamiast półsłupków robiłyśmy cały czas słupki, a zabawka wciąż wygląda ciekawie (może nawet bardziej niż w oryginale) i wypełnienie nie będzie wyłazić (obdarowane dziecko nie naje się poliestru...), nie prujemy, ale szydełkujemy dalej!

  • Druga opcja to sprucie i naprawienie błędu.


Niestety prawda o mnie jest taka, że częściej korzystam z tej drugiej opcji.

Jakieś cztery lata temu (czyli kiedy na dobre rozhulała się moja pasja) byliśmy z Pawłem na dwutygodniowych rekolekcjach (oprócz nas jeszcze prawie 100 innych osób), podczas których próbowałam zrobić sobie czapkę. Nie znałam wtedy patentu na to, jak zrobić idealnie płaskie kółko, więc... robiłam i prułam. Robiłam znowu i znowu prułam.
Pod koniec ktoś mnie zapytał, kiedy rozdam wszystkim te czapki, które dla nich robiłam przez cały pobyt...

Odkąd urodziła się Gabi (niedługo stukną dwa lata), szydełkuję zawzięcie dzień w dzień, więc jest mi trochę łatwiej. Zrobiłam przez ten czas na pewno kilkadziesiąt zabawek. Setki (!) innych zaczęłam, a potem sprułam. Wiem mniej więcej, jak naprawić to, co nie wychodzi. Zdarza się, że modyfikuję zabawkę w trakcie pracy, żeby nie pruć. Czasem (!) daje to nawet ciekawe efekty. Innym razem idzie do sprucia.

Pruję, gdy:
  • wzór jest źle napisany (wtedy jest to bardzo irytujące, bo pruję wiele razy, zanim stwierdzę, że to na pewno wzór)
  • zrobię coś inaczej niż we wzorze
A kiedy robię według własnego pomysłu, bez litości pruję:
  • bo odkrywam, że to, co robię, nie wygląda jednak tak, jak w moim wyobrażeniu
  • kiedy zmienia mi się koncepcja w trakcie pracy (bardzo często, niestety)
  •  
Przyznaję, widok kurczącej się robótki, w którą włożyłam przecież sporo wysiłku, nie działa motywująco. Zanim szydełko na dobre mnie wciągnęło, nie raz rzucałam całą pracę w kąt na miesiące! Teraz tłumaczę sobie: "ok, zaraz to naprawisz" i jadę dalej. Wiem, że to działa. Że dzięki temu mogę mieć coś, co naprawdę będzie mi się podobać. Albo że zabawka, którą robię dla kogoś, naprawdę sprawi komuś radość. Dlatego namawiam Was, żebyście jednak nie rzucały Waszych prac w kąt! Dajcie im jeszcze jedną szansę, naprawdę mogą Was pozytywnie zaskoczyć! W końcu zainwestowałyście w to już czas, więc warto jeszcze chwilę się pomęczyć, żeby mieć efekt. I na koniec: nikt nie urodził się z szydełkiem w ręku. Każdy na początku się myli, robi jedne oczka wielkie, inne malutkie, pomija fragmenty wzoru i frustruje się, że nic mu nie wychodzi. Dobra wiadomość jest taka, że to mija :). Po stu sprutych zabawkach każdy zaczyna śmigać jakby był stworzony do szydełkowania. ;)

Dziewczyny, jak Wam idą prace? Może któraś z osób dłużej szydełkujących podzieli się swoimi doświadczeniami w temacie poprawek i prucia?
Życzę Wam wszystkim dobrego wieczoru!
Monika

Ps. Na zdjęciu dwa misie: pierwszy był wielokrotnie pruty i poprawiany, a drugi.. cóż, nadal szuka swojego docelowego kształtu...

poniedziałek, 31 marca 2014

lala dla maluszka




Dzisiaj króciutko. Przepraszam wszystkich, którzy czekają na wskazówki, jak zszywać sówkę. Na pewno niedługo pojawi się nowy post.

Tymczasem chcę Wam z opóźnieniem pokazać lalę dla maluszka (córeczka mojej koleżanki, 8 miesięcy). Niestety zdjęcie było robione bardzo szybko tuż przed wyjściem. Ale lepsze takie niż żadne.

Kiedy ją robiłam, myślałam sobie tak:

1. Robię ją dla maluszka. Świat maluszków jest inny niż świat dorosłych.

2. Co by mi doradziła Gabi, gdyby mogła sama zaprojektować lalę?

Bardzo się spieszyłam, bo była prezentem dla córeczki znajomych. A ja, jak zawsze w tego typu sytuacjach (czyli kiedy adresatem jest niemowlę), nie chciałam jej robić w tramwaju, tylko w moim "no-smoking, pet-free home studio" na co nie miałam za dużo czasu.

usiadłam i myślałam tak:
Gabi doradziłaby mi:

  • KOLORY!

  • FAKTURY!

  • DŻWIĘK

Włosów!
Guzików!
Kokardek!
Wszystkich innych małych elementów, które można odgryźć i zjeść.

Zrobiłam więc lalę z szeleszczącymi nogami w paski, w różowej sukience, z grochem w brzuchu (co akurat było błędem, bo przecież grochu nie można prać. Ale o tym oświecono mnie dopiero w poście o wypychaniu zabawek).
Nie widać tego, ale dopowiem jeszcze, że dla mojej satysfakcji woreczek z grochem jest z bardzo ładnego materiału w kropeczki. Dla mojej satysfakcji, że wszystko do siebie pasuje. :)

No i włosy zostały zredukowane do minimum.

I wiecie co... Gabi chodziła tak przy tej lali (jak już została wręczona), że musiałam jej zrobić podobną. I ze wszystkich szydełkowych zabawek, Gabi lalę lubi najbardziej.

poniedziałek, 24 marca 2014

sówka cz. 4 - jak zrobić oczy w trzech kolorach

 Zanim zacznę ostatnią część naszego kursu - dwa ogłoszenia. Pierwsze dla tych, którzy mają już dosyć postów o sowach: już kończymy :). A niedługo na blogu pojawią się zaległe prace... Niedługo też (mam nadzieję!) blog dostanie nowy banerek, na którym nie będzie śnieżynek, które to w marcu, a zwłaszcza w marcu tego roku są bardzo niestosownym elementem).

Druga rzecz to prośba do tych, którzy szydełkują sówkę: jeśli coś z moich dotychczasowych opisów jest niejasne, dajcie znać! Poprawię się :).
Aaa ... i wybaczcie mi proszę, że piszę rząd tam, gdzie to jest okrążenie... pisząc sobie wzory, przyzwyczaiłam się do pisania o rzędach i widziałam, że inni też tak mają, więc już nie zmieniam, żeby nie mieszać...

Pora na ostatnią, chyba najsympatyczniejszą część wzoru - OCZY SÓWKI*

Po raz pierwszy użyjemy tu słupków.
Pierwszy słupek tworzymy tak:





poniedziałek, 17 marca 2014

sówka cz.2 jak zrobić skrzydełka





Witajcie!

Po pierwsze: bardzo dziękuję za liczne odwiedziny w pierwszym poście dotyczącym naszego wspólnego szydełkowania. Bardzo się cieszę, że powstają nowe sówki. Już nie mogę się ich doczekać!
Dzisiaj zajmiemy się skrzydełkami, a w środę sprawimy, żeby szeleściły.

czwartek, 13 marca 2014

Nasza grupa na Ravelry: Plushaki

Dzisiaj tylko króciutko:
Nasza grupa na Ravelry już działa pod nazwą: Plushaki (klik klik). Wszystkie zasówkowane dziewczyny (i wszystkie chętne do wspólnego szydełkowania) zapraszam tam do dzielenia się informacjami i zdjęciami, jak nam idzie lub zadawania pytań. Przy okazji, napiszcie mi proszę, czy ten opis jest czytelny albo czy mogę coś poprawić?! Szczerze :)).
A jak ktoś nie wie, co to Ravelry, to zachęcam do zajrzenia i zobaczenia. Tam się kryją takie cuda, co to za darmo są tylko w e... na Ravelry ;))).

piątek, 7 marca 2014

misie (piątkowe prace w toku)

To straszne, jak umykają mi dni. Mam wrażenie, że nic nie robię, tylko wrzucam posty piątkowe. Na szczęście od poniedziałku zaczynamy szydełkować naszą sówkę, to będzie post w inny dzień ;).

Dzisiaj nie będę się rozgadywać - pokażę misie, nad którymi pracuję. Jeden z nich został zamówiony do unikatowej kolekcji misiów (!) pewnej pani, a drugi powstał przy okazji ;).
Ten, który jest prawie skończony wszedł w najtrudniejszą fazę - jak przełożyć język maili, czyli to, co dostałam w opisie, na pyszczek misia? Staram się najlepiej jak umiem. Mam nadzieję, że uda mi się sprostać oczekiwaniom! A jeśli jeszcze nie za tym razem (to już któryś z kolei wyraz pyszczka - najpierw prułam sama, potem po konsultacjach z przyszłą właścicielką), to za kolejnym :).


Przepraszam, że zdjęcia takie ciemne. Od kilku miesięcy zastanawiam się, czy kupić profesjonalne oświetlenie i pewnie już niedługo mnie na tym myśleniu zastanie lato... może macie jakieś doświadczenia?

czwartek, 6 marca 2014

Do wszystkich chętnych do szydełkowania sówki

Już poniedziałek zaczynamy nasze wspólne szydełkowanie!
Dla wszystkich chętnych oto rzeczy do przygotowania:

1. szydełko nr 7
2. pasująca włóczka - ja używam włóczki Alpina 147 m / 100 g, bo taką mam. Moja miała domieszkę wełny, ale na pewno dobrze sprawdzi się 100% akrylu (tańsza).

Te dwie powyższe rzeczy są konieczne do rozpoczęcia pracy! Reszta może poczekać kilka dni. Jeżeli nie jesteście pewni, czy w ogóle będziecie chcieli szydełkować, te dwie rzeczy na razie wystarczą.

3. cieńsza włóczka na kolorowe elementy (oczy, skrzydła), ja używam  YarnArt Jeans, którą bardzo lubię, bo zawiera bawełnę i ma ładne kolory
4. szydełko pasujące do cieńszej włóczki, np. "3,5" lub "4" (moje ulubione numery, zabawki robię najczęściej jednym z nich).
5. wypełnienie - w moim przypadku są to włókna poliestrowe z wypełniacza do poduszek. Więcej o wypełnienich znajdziecie w poście Czym wypychać zabawki.
6. Póżniej będziemy też potrzebować: kolorowe tasiemki, rękaw do pieczenia (mały kawałek) lub szeleszczące papierki po cukierkach, igłę, nitkę w kolorze ciałka sówki, igłę z dużym oczkiem do zszywania włóczkowych elementów.

poniedziałek, 3 marca 2014

Sowa - kto chętny na szydełkowanie?!

Witajcie! Dawno nie było na blogu gotowych zabawek, prawda? To dzisiaj przedstawiam maskotkę, którą zrobiłam w grudniu dla synka mojej bliskiej koleżanki.

Sówka grzechocze (brzuszkiem) i szeleści skrzydełkami, ma duże kontrastowe oczy, dużo tasiemek do miętolenia i... no, czy nie jest słodka? Myślę, że to super pomysł na prezent, np. na baby shower lub kiedy idziemy odwiedzić jakiegoś maluszka.

A wiecie, co jest najlepsze? Moja koleżanka postanowiła zrobić podobną dla swojej koleżanki i jej maleństwa :). A ponieważ jeszcze nigdy nie robiła na szydełku, a mieszka w innym mieście, umówiłyśmy się na "kurs" internetowy. I tu moje pytanie: czy ktoś z Was dołączy do naszego klubu?? W programie są filmiki pokazujące (nie wiem, czy nie zbyt nieudolnie ;)), jak zacząć i wszystkie wskazówki potrzebne do ukończenia sówki.

Nie potrzebujemy wielkich sprzętów, tylko: szydełko, włóczkę, wypełnienie, tasiemki i kilka innych drobiazgów, które pewnie macie w domu. Ja moją sówkę robiłam szydełkiem nr 7, ale można z powodzeniem użyć mniejszego szydełka i cieńszej włóczki.

Sówkę można ukończyć w jeden wieczór (sprawnie szydełkując lub rozbić na raty i tak zrobimy my) i świetnie nadaje się na pierwszy projekt, bo do jej wykonania potrzebujemy tylko 2 umiejętności: łańcuszek i półsłupek (ewentualnie słupki na oczy, ale można zrobić filcowe). Ktoś chętny? Dajcie koniecznie znać w komentarzu. Początek "mini-kursu": poniedziałek, 10.03.2014.





sobota, 1 marca 2014

piątek, 28 lutego 2014

piątkowe projekty w toku - wyszywanie oczu - moje porady




Dzień dobry! Jak to się stało, że znowu mamy piątek? Myślałam, że piątkowe wpisy będą dodatkiem do zabawek pokazywanych na blogu, ale widzę, że muszę się ogarnąć (znowu! :)).

Aktualnie mam dwa projekty na ukończeniu - konika i dwa misie, które robię równocześnie.

Konik
Jak widać, ma już prawie skończoną głowę. Tak naprawdę prawie wszystko, co wymaga szydełkowania, jest już gotowe (no dobra, słowo "już" naprawdę jest nie na miejscu...) - jeszcze tylko uszka. Pozostało pozszywanie, co w przypadku konika jest dosyć trudne, bo szyja / głowa / tułów muszą być odpowiednio połączone, żeby konik miał odpowiednią sylwetkę i nie przewracał się do przodu na pysk.
Bardzo dużo czasu zajęło mi (jak zawsze) wyszywanie oczu. Kiedyś chciałabym napisać o tym osobny post, bo szukałam w internecie i niewiele znalazłam na ten temat informacji (a może Wy znacie jakieś dobre tutoriale? Napiszcie mi proszę, w komentarzu!), ale na razie mam kilka porad bez zdjęć:

1. Jeżeli jest taka możliwość, warto wyszywać oczy, zanim zakończycie szydełkowanie głowy. Wypełnienie powinno być w środku, żeby dobrze było widać kształt głowy. Jednocześnie super jest, jeśli w razie potrzeby można wyjąć wypełnienie - w tym wypadku trzy razy prułam oczy. I Eureka! Kiedy można wyjąć wypełnienie i dostać się do spodniej strony haftu - jest to dużo łatwiejsze (że też nie wpadłam na to wcześniej!!).

2. Próbowałam wielu różnych rodzajów oczu - guziki, z filcu, mam też safety eyes, których jeszcze nie użyłam, bo albo nie miałam ich akurat pod ręką (jeśli robiłam coś w drodze), albo robiłam zabawkę dla małego dziecka, a ten rodzaj oczek nie jest wskazany dla dzieci poniżej 3 roku życia.


Jak wyszyłam oczka tego konika?

Ostatecznie spodobał mi się sposób, który wykorzystałam tutaj: wyszywam czarną źrenicę (z 10 razy na okrętkę), dodaję białe "kreski" z obu stron tej czarnej plamki, a na końcu z góry wyszywam powiekę. Hmm... nie wiem, czy to jest w jakiś sposób zrozumiałe? Czy chcielibyście, żebym zrobiła tutorial na ten temat?

Misie dzisiaj zostaną tu tylko pobieżnie wspomniane, ale na pewno niedługo je skończę i pokażę. Dobrego weekendu, mam nadzieję, że znajdziecie chociaż chwilkę na to, co lubicie najbardziej!

sobota, 22 lutego 2014

Jak uatrakcyjnić wygląd bloga? Inspiracje dla kreatywnych




Kiedy zaczynałam prowadzić blog, nie miałam nawet możliwości przerzucania zdjęć do komputera! Nie mogę w to teraz uwierzyć.
Mieliśmy stary komputer, w którym nie działało złącze USB i żeby wrzucić zdjęcie do internetu, prosiłam P., żeby przerzucił mi je w pracy i wysłał mailem.

Założyć blog o rękodziele bez zdjęć, to tylko ja tak umiem ;).

Ale wtedy nie myślałam za dużo o blogowaniu.*

Teraz wydaje mi się, że to było lata świetlne temu, w odległej galaktyce...
Więc, żeby podkreślić to, czego się od tamtej pory dowiedziałam:

Jeżeli pokazujesz na blogu własnoręcznie wykonane przedmioty, musisz mieć zdjęcia. 
Musisz mieć dobre i ciekawe zdjęcia!

Nie jestem w tym temacie ekspertem, wiem, że wiele się muszę nauczyć, ale jestem pewna, że im lepsze i ciekawsze elementy graficzne, tym większa szansa, że ktoś zajrzy na naszą stronę ponownie.
A najlepsze w tym wszystkim jest to, że jeżeli mamy dostęp do internetu, to mamy też dostęp do narzędzi, które pozwalają stworzyć lub edytować grafikę na blog. Za darmo!!

Przedstawiam Wam 3 strony, które od dłuższego lub krótszego czasu (w zasadzie tylko numer 2 od dłuższego...) pomagają mi w blogowaniu!


1. Pixabay

Zdarza mi się pisać na blogu o rzeczach niezwiązanych z rękodziełem. Zazwyczaj posty te można było poznać po zdjęciach żyrafek (bo żyrafki to coś, co prędzej czy później powtarza się za końcem świata, wszyscy je lubią i często mam jakieś wolne zdjęcia, których nie pokazywałam, żeby nie zanudzić)... hmm, jakby to ująć... wrzucanie zdjęć nie na temat... nie było zbyt profesjonalne ;). Ostatnio odkryłam Pixaby, czyli portal-bazę zdjęć, które można wykorzystać nawet do użytku komercyjnego. Znalazłam tę stronę przy okazji robienia jakiejś prezentacji i pozytywnie się zaskoczyłam, bo większość z nich to profesjonalne zdjęcia. Strona wymaga zalogowania, ale pobieranie zdjęć (o ile wiem) jest bezpłatne i trwa tylko chwilę (i koniecznie zwróćcie uwagę na komunikat, który jest wyświetlany po rejestracji!!!).


Wszystkie zdjęcia w tym poście pochodzą z Pixabay.
Myślę, że to tylko jeden z wielu takich serwisów. Jeśli znacie podobne (bezpłatne), dajcie koniecznie znać!

 

2. PicMonkey

Znacie? Pewnie tak. Ale i tak warto o nim napisać. To strona umożliwiająca edycję zdjęć online. I dużo więcej niż tylko edycję! Mój baner w nagłówku bloga zrobiłam w PicMonkey (oraz Gimpie, ale tylko ze względu na brak polskich znaków w wybranej czcionce). Picmonkey umożliwia tworzenie kolaży oraz własnych grafik. Jeżeli brakuje Wam inspiracji, co można zrobić w PicMonkey, polecam ich blog oraz Pinterest. Ekipa Picmonkey tryska pomysłami, a użytkownicy są bardzo pracowici i tworzą świetne tutoriale dotyczące poszczególnych narzędzi. Polecam na przykład:

Jak zrobić baner na blog (ang.)
Jak pokolorować część czarno-białego zdjęcia (ang.)
Jak dodać do zdjęcia znak wodny np. z nazwą bloga (ang.)

Picmonkey jest bezpłatne w wersji podstawowej. Dostęp do niektórych elementów jest możliwy tylko po wykupieniu konta Premium. Ale i w wersji podstawowej można naprawdę dużo zdziałać.

 

3. Canva

Po przedostatnim poście o  moja strona odnotowała nagły wzrost wyświetleń, choć post nie był jakąś wielką nowością - pokazywałam projekty w toku, ale ubrane w grafikę z Canvy.
Jeżeli lubicie PicMonkey, myślę, że polubicie też tę stronę. Zasada działania jest podobna, ale Canva to grafiki. Na przykład taka:
wszystko jest gotowe, wystarczy dodać tylko swoje zdjęcie. Albo można też wszystko pozmieniać. To chyba nigdy nie było jeszcze takie proste :).
Bardzo mi się podoba, że Canva po zarejestrowaniu przesyła tutoriale dotyczące komponowania grafiki, projektowania, dodawania czcionek (po 1 na tydzień przez chyba 5 tygodni, jeśli się nie mylę).
Dodatkowym atutem jest też to, że niedokończone grafiki pozostają na naszym koncie i można je edytować w dowolnym momencie później. W Picmonkey to niemożliwe, więc trzeba to wziąć pod uwagę podczas pracy.

Niektóre elementy w Canvie są płatne i kosztują 1$ za sztukę. Czyli inaczej niż w PicMonkey, nie wykupujemy tu abonamentu, tylko płacimy za konkretne grafiki.

Mam nadzieję, że ten post się Wam przyda. Czy macie inne ciekawe źródła, z których czerpią Wasze blogi? Dajcie znać w komentarzu, jestem bardzo ciekawa!


* Na początku chciałam tylko mieć miejsce, w którym będą mi się wyświetlały obserwowane przeze mnie blogi, a to umożliwiał mi pasek boczny na blogu. Plus, chciałam czasem coś wrzucić i zobaczyć, co z tego będzie. Czy w ogóle ktoś wejdzie na moją stronę?

piątek, 21 lutego 2014

Piątkowe prace w toku - miś


Patrząc na mój blog, można by niemal odnieść wrażenie, że jestem największym obibokiem pod słońcem. A nie jestem - i nawet mam na to dowody ;).

Na jutro przygotowałam obiecany post o rozwiązaniach graficznych związanych z blogowaniem. Poza tym - pracuję nad misiem. Ba, uważny obserwator dostrzeże, że nawet nad dwom (moje misie nie mają zazwyczaj 4 stóp)! To już chyba przynajmniej 4 i 5 miś z tej serii, choć niestety robiłam je w dużych odstępach czasowych i musiałam na nowo wymyślać wzór (bo - jak to ja - a to nie mam spisanego, a to wymyślam ulepszenia...). Ale w każdym razie miło mi się szydełkowało i mam nadzieję, że zamawiająca go osoba też będzie zadowolona.
Poza tym mam jeszcze rozpoczętą lalę. No i oczywiście kończę biednego konika z ostatniego posta. Słowem: dzieje się!
Dobrej nocy i zrelaksowanego weekendu!

piątek, 14 lutego 2014

pierwszy Piątek za kulisami... czyli KIEDY NIE MA WENY...



Dzień dobry Wszystkim Kochanym Czytelnikom, jak Wam mija tydzień? To znaczy, jak plany na weekend, chciałam napisać?
Pamiętam, że pisałam tutaj kiedyś, że weekendy odmierzam powrotami Pawła z pracy. Chwilowo sytuacja się zmieniła, raz dlatego, że pracuję i odliczanie odbywa się teraz inaczej, a dwa, że ... co drugi weekend biegam teraz na kurs tworzenia stron www, co mi go Unia zasponsorowała (to zaledwie 5 weekendów, ale rytm się trochę pozmieniał).
Mam nadzieję, że kurs przełoży się jakoś ładnie na mój blog, a zanim to się stanie... pomyślałam sobie, że piątki to dobry czas, żeby podzielić się tym, co się u mnie wyrabia. Co powiecie? Piątki za kulisami domu za końcem świata?

No to do dzieła...

Szydełkowy Konik. Prawdę mówiąc, robię go już od tak wielu wieków, że nawet wstyd mi o tym wspominać. Ma być wyjątkowy, bo dla wyjątkowej Osoby... i trochę jestem onieśmielona, co z tego konika wyjdzie, więc trzymajcie proszę kciuki!

Jak widać, większość już zrobiłam, co oznacza, że zbliżam się do punktu, w którym zazwyczaj tracę wiarę w siebie i nadzieję, że moja zabawka przybliży się choć trochę do obrazu, który miałam w głowie, kiedy zaczynałam ją robić.
 Czasem ten punkt łączy się niebezpiecznie z innym punktem, który nazywa się "jest po 22, Gabi niedługo się obudzi, nic mi się nie chce, dajcie mi poduszkę..." i wiecie co? Zdarzyło mi się to już kilka razy i wiem, że pewnie jeszcze niejeden raz przede mną, że usiadłam mówiąc sobie: "trudno, nie masz weny, ale trzeba spróbować" i... to działało! Na przykład, kiedy robiłam tę lalę - i byłam na etapie: lala gotowa, szary płaszczyk z wiszącymi nitkami, reszty brak - usiadłam totalnie zniechęcona, że lala miała wyglądać inaczej, że nic z tego, a przecież obiecałam ją na nagrodę w candy - zaczęłam przymierzać guziki i... nagle coś zrobiło "klik" i już wiedziałam, jak dalej. I już miałam siły i wenę i radość :). Ba, radość to miałam potem przez 3 dni :D. W zasadzie, jak o tym teraz myślę, to kącikami ust już się uśmiecham ;).
Dlatego trzymajcie, proszę, kciuki za konika!



Ps. Jeżeli lubicie takie grafiki jak na górze postu i chcecie mieć takie / podobne u siebie na blogu, zajrzyjcie do mnie za kilka dni - szykuję post o stronach, na których można znaleźć lub przygotować darmowe grafiki na blog. A jeżeli macie takie swoje ulubione miejsca, to napiszcie mi proszę koniecznie w komentarzu!

*Work In Progress - projekty w toku

czwartek, 6 lutego 2014

Czym wypełniać zabawki?

Zanim przejdę do meritum, krótka historia z życia :).

Jadę sobie wczoraj tramwajem, na uszach mam słuchawki z podcastem, więc niewiele rejestruję z otoczenia, no i oczywiście robię kolejną zabawkę... (bo co bym miała robić innego w tramwaju?)
W pewnym momencie siedząca na przeciwko pani nachyla się do mnie i stuka mnie palcem w kolano
- "Co Pani tam tak upycha?"
:)
No jak to: co? Włókno poliestrowe misiowi do brzucha ;)




Mój pierwszy post z kącika porad na temat zabawek szydełkowych będzie dotyczył pytania, które  dostawałam dotąd najczęściej (poza pytaniami o konkretne wzory): CZYM WYPEŁNIAĆ ZABAWKI?
Słyszałam o różnych pomysłach, najczęstsze z nich to:

(TYM NIE WYPEŁNIAM) wata 
Wypełniałam nią zabawki w dzieciństwie, ponieważ nie było nic innego. Niestety nie można prać zabawek z takim wnętrzem, więc zdecydowanie odradzam.

(TYM NIE WYPEŁNIAM) włóczki / gałganki 
Przywodzą na myśl dawne czasy i rodzą dobre wspomnienia i na początku próbowałam wykorzystywać wszystkie te cudne skrawki, które mi zostawały po szyciu... Niestety, nie mam dobrych doświadczeń. Mogą nadać zabawce nieciekawy wygląd, ponieważ są za duże, żeby dobrze dopasować się do zabawki (chyba, że zmielimy je na wiórki ;)).  Nie polecam, bo mogą zepsuć naszą ciężką pracę.







kulki poliestrowe lub silikonowe / włókno poliestrowe

... czyli tak zwane "wkłady do poduszek" :).

To mój ulubiony rodzaj wypełnienia, zwłaszcza ten drugi! Kupuję tanie poduszki w pewnym szwedzkim sklepie meblowym ;) Ale uwaga: zawsze czytam skład i szukam poduszek, które mają w składzie właśnie "włókno", nie "kulki". Podejrzewam, że różnica nie jest duża (włókno jest bardziej jednorodne, a kulki to jakby takie maciupeńkie watki), ale włókno mi bardziej odpowiada, jest milsze w dotyku i bardziej plastyczne.
Podczas wypychania lali lub misia trzeba tylko uważać, żeby wkładać wypełnienie w małych porcjach i nie zbić go w kulki (jak watę), żeby zachować odpowiedni kształt zabawki i uniknąć brzydkich guzów.
Ten rodzaj wypełnienia bardzo dobrze dopasowuje się do wnętrza zabawki, a gotową rzecz z takim wypełnieniem można prać w pralce w 40 C. I z tego co wiem, ale nie testowałam, nie powoduje alergii.

włóknina
Przyznam szczerze, że nie do końca wiem, czy dobrze to zrozumiałam, ale widziałam taki napis na metkach niektórych zabawek (ręcznie robionych) i podejrzewam, że chodzi o coś zbliżonego do wypełnienia silikonowego..? Taki wkład sprasowany w formie... hmm.. powiedzmy, że tkaniny, jakiego używamy do wypełnień kurtek, płaszczy, kołder czy narzut? Jeśli ktoś wie coś więcej /a zwłaszcza, jeśli używa/, proszony jest o informację w komentarzu.


Na koniec zostawiam sobie dwie formy wypełnienia, które stosuję jako uzupełnienie włókna poliestrowego:

groch
Uzyłam go dotąd dwa razy, przygotowując lale dla małych dziewczynek (o tym wkrótce). Zaszyłam groch w brzuszkach lalek, żeby były ciekawsze podczas międlenia :). Aha, zaszyłam go w materiałowym woreczku, bo mógłby się wydostać przez dziurki między oczkami.

Z OSTATNIEJ CHWILI, PODPOWIEDŹ JARECKIEJ (z komentarza):
zamiast grochu lepiej użyć kamyczków do doniczek ze sklepu za ... zł. Można prać. A grochu nie można! (że też sama na to nie wpadłam, będę musiała rozpruć lalę Gabi ;))).


rękaw do pieczenia
To jest mój hit wszędzie tam, gdzie zależy mi na tym, żeby małe rączki mogły poznawać świat :). Odkąd mam Gabi, wiem, że u takich małych dzieci zabawka nie może po prostu "być", powinna coś "robić" - albo mieć możliwość, żeby przy niej coś zrobić, bo dzieci lubią widzieć skutki swoich działań.
Wcale nie muszą to być skomplikowane elektroniczne mechanizmy, rękaw do pieczenia też daje radę. Przynajmniej u nas :).

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...